Praca terapeuty to nie misja, zawód nauczyciela to nie powołanie

Ostatnimi czasy sporo myślę nad charakterem pracy terapeutyczno-edukacyjnej z dziećmi, które doświadczają różnorakich trudności rozwojowych. Zastanawiam się, bowiem chyba znacząco zmienia się mój sposób patrzenia na swój zawód i formę jego realizacji w codziennym życiu. Niedługo mija dekada, odkąd zaczęłam pracować z dziećmi ze spektrum autyzmu. Ta dekada pełna była wzruszeń, poruszeń, smutków, złości, frustracji, radości, satysfakcji, dumy i innych głębokich przeżyć osobistych oraz zawodowych. Już będąc na studiach i przez kilka ostatnich lat bardzo wierzyłam w to, że to co robię ma być niczym pozytywistyczna „praca u podstaw”, najlepiej wolontarystyczne działanie na rzecz zmiany niesprawiedliwego, nie działającego optymalnie świata, poprawy jakości życia dzieci i ich rodzin bez zważania na koszty, jakie to za sobą niesie.

Bardzo w to wierzyłam, bo wydawało mi się, że taki właśnie przekaz otrzymałam podczas studiów, szkolenia i w kontakcie z innymi, bardziej doświadczonymi osobami osobami. Myślałam, że w ten właśnie sposób „ulepszę” otaczającą mnie rzeczywistość. Pewnie tak też zostałam poniekąd wychowana, by nie oczekiwać niczego w zamian za swój wysiłek i zaangażowanie. I żeby nie było, jestem bardzo wdzięczna moim rodzicom za wpojenie mi tych pięknych wartości, ale dość dużo czasu i wysiłku kosztowało mnie, aby zrozumieć, że nie do końca na tym rzecz polega.

Praca terapeutyczna nie jest pracą misyjną. Terapeuta nie zostaje „wybrany” (przez Boga, los, kosmos, czy jakąkolwiek inną siłę, w jaką wierzymy), aby „naprawiać” świat. Terapia jest działalnością, jak każda inna, pracą, która ma człowiekowi przynieść wymierne korzyści: (1) zawodowe – w postaci nabywania doświadczenia, rozwijania swojego warsztatu kompetencji, możliwości dalszego szkolenia się, dyskutowania nad sytuacją pacjentów, których spotykamy, a także (2) osobiste – w postaci radości, dumy i satysfakcji z postępów, jakie obserwujemy u dzieci oraz (to nie pomyłka) odpowiedniej gratyfikacji finansowej, która pozwala nam – terapeutom – godnie żyć i spełniać swoje pozazawodowe marzenia. To nic złego, iż za swoją pracę chcemy otrzymywać pieniądze i to w ilości, która pozwoli nam żyć, być może nawet ponadprzeciętnie dobrze.

Wydaje się, iż ze względu na swoją wrażliwość, empatię, zwrócenie się ku drugiemu człowiekowi, wielu działaczy społecznych predysponowanych jest do tego typu myślenia. Wiary w to, że za swoje działania nie powinni oczekiwać zapłaty, nie powinni „zarabiać” na cierpieniu innych. To fakt, brzmi to nieco obłudnie, lecz patrząc z drugiej strony, praca edukacyjno-terapeutyczna jest pracą niezwykle obciążającą – intelektualnie, fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie, emocjonalnie. Przeżywanie trudności swoich pacjentów, intensywne rozmyślania nad ich sytuacją, wysłuchiwanie i wspieranie rodziców, wspólne szukanie optymalnych rozwiązań, „zbieranie” intensywnych emocji nagromadzonych u nich w ciągu tygodnia – to bardzo obciążające zadanie. Aktywność, od której nie można ot tak odciąć się – nawet, gdyby się bardzo chciało. Bo jak tu wyjechać na urlop i myśleć o sobie, gdy inni, Tobie bliscy przeżywają kryzys? Niezwykle trudna sztuka. W tym momencie bardzo pomaga świadomość, że Twoja praca, terapeuty, pedagoga, psychologa, jest „tylko” pracą. Aktywnością zawodową, która ma – oczywiście – wspierać innych, ale która ma też swoje ramy, granice i jednocześnie wymiar materialny, finansowy.

Żaden, nawet najlepiej pracujący terapeuta nie staje się w pełni odpowiedzialny za swych pacjentów. Ma na nich ogromy wpływ, to nie ulega wątpliwości, ale zawsze pozostaje „tylko” bliskim, życzliwym specjalistą zatrudnionym po to, aby wspierać ich rozwój. To w pewnym sensie trudna świadomość. Trudna, bowiem my często chcemy wierzyć, że dzieci, z którymi pracujemy to „nasze” dzieci, a my jesteśmy ich ciociami, przyjaciółmi, niekiedy (o zgrozo!) nawet pretendujemy do roli zastępczych rodziców. Terapeuta to zawód, to wykwalifikowany profesjonalista wykształcony w dziedzinie budowania i rozwijania relacji – bliskiej, prawdziwej (sic!), głębokiej, życzliwej, opartej na trosce, zaufaniu, obopólnym zaangażowaniu – ale nadal, wyłącznie, zawodowej i profesjonalnej. Takiej, za którą – czy chcemy o tym pamiętać, czy nie – otrzymuje on wynagrodzenie.

Jako specjaliści pracujący w obszarze szeroko rozumianej pomocy społecznej powinniśmy włożyć sporo wysiłku w oduczenie się myślenia o swojej pracy jak o misji, czy powołaniu. Taka perspektywa jest niezwykle niebezpieczna na dłuższą metę, gdyż znacząco zwiększa ryzyko wypalenia zawodowego i pojawienia się trudności emocjonalnych. Będąc wrażliwymi osobami, bo wszak nie bez powodu wybieramy taki a nie inny zawód, możemy i powinniśmy oczekiwać dobrej, godnej zapłaty za to, co robimy. Takiej, która zrekompensuje fakt, iż pracujemy całym sobą – swym umysłem, ciałem i emocjami, z czego nie zawsze zdajemy sobie w pełni sprawę. Nie bójmy się mówić o tym, że nasza praca jest dla nas pracą, że chcemy i potrzebujemy odpoczynku. Nie obawiajmy się wyraźnego zaznaczania granic i stawiania na pierwszym miejscu swoich potrzeb, bo bez ich uwzględnienia, nie jesteśmy w stanie dobrze pracować z drugim człowiekiem. Bardzo się wkurzam, nie ukrywam, iż tak wielu świetnych specjalistów odmawia sobie dobrego życia, poświęcając się na rzecz innych. Bardzo się wkurzam, nie ukrywam, widząc, jak wiele postronnych osób wykorzystuje ten fakt samopoświęcania się specjalistów. I myślę, że to dobry czas na radykalną zmianę w myśleniu o naszej pracy i przepracowanie wszelkich uczuć wstydu, poczuć winy, czy zakłopotania, związanego z tym, iż chcemy dobrego, całego życia. My specjaliści, również mamy do niego pełne, niezbywalne prawo.

CDN 🙂

Tagged , ,

About Paulina

Psycholożka, pedagożka specjalna. Zaciekawiona światem pasjonatka poszerzania horyzontów. Uwielbiam bawić się z dziećmi i rozmyślać. W relacji z drugim człowiekiem bliska mi jest idea „refleksyjnego serca”. Gdy nie ma wokół mnie dzieci, spełniam się naukowo realizując zorientowane klinicznie projekty badawcze.
View all posts by Paulina →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *