„Kiedy się kogoś lubi, to się za nim tęskni”, czyli o kończeniu terapii z dziećmi

Dzieci, jak i wszyscy ludzie potrzebują czuć się bezpiecznie. H. Olechnowicz pisała, że im mniej możliwości czerpania tegoż poczucia z faktu obecności innych (ważnych, znaczących, którzy pozwalają nam czuć się bezpiecznie), tym większa zależność od otoczenia zewnętrznego nieożywionego. Im słabsza relacja z innymi ludźmi, tym większe przywiązanie do rutyny „fizycznej” (stałości miejsca, czasu, układu kolejnych czynności, schematu dnia). Dobra relacja osłabia te zależności, gdyż sprawia, iż dziecko zaczyna czuć się dobrze i komfortowo, ponieważ jego opiekun jest blisko. To pozwala radzić sobie ze zmiennością codzienności. Z czasem, gdy dziecko dojrzewa, uczy się, jak czerpać poczucie bezpieczeństwa z własnego wnętrza i własnych działań. Czuje się coraz bardziej sprawcze, coraz pewniejsze swoich kompetencji, coraz bardziej świadome swoich ograniczeń. Wie, co może, a czego nie może (choć często i tak te swoje – oraz nasze – możliwości znoszenia różnych rzeczy skrzętnie testuje). Niemniej, coraz bezpieczniej czuje się dzięki samemu sobie. Dziecko nie wyrasta jednak na hiper-niezależnego i omnipotentnego dorosłego, któremu nic i nikt nie jest potrzebny. Jeśli rozwój przebiega optymalnie, chce i potrzebuje być z innymi ludźmi, czerpać od nich wsparcie, a także dawać im oparcie wtedy, gdy jest to potrzebne. Na tym polega (między innymi) dojrzała zależność. Ale jednocześnie dziecko takie, a w przyszłości dorosły, nie uzależnia się od nikogo i niczego. Ma w sobie głęboko zakorzenione, trwałe i stabilne przekonanie, że sobie poradzi, lepiej lub gorzej, ale sobie poradzi (bez konieczności pozostawania w bliskiej relacji z kimś lub czymś na stałe bez względu na konsekwencje). W każdej sytuacji. On/ Ona da sobie radę. Nawet wtedy, gdy bliskiego, bezpiecznego, życzliwego „opiekuna” wokół z jakiś powodów zabraknie.

Praca na relacji oznacza, iż terapeuta otwiera się na osobę, z którą pracuje. Buduje z nią realną relację sympatii, zaangażowania, troski, współczucia. To jego praca, zajmuje się tym zawodowo, lecz relacja jest jak najbardziej prawdziwa i osobista. To duży paradoks terapeutycznej pracy i początkowa wątpliwość wielu małych i dużych pacjentów. Niezależnie od podejścia, w jakim terapeuta pracuje, między nim a drugą osobą nawiązuje się porozumienie, wspierająca wymiana, która wzmacnia ich oboje. W terapii relacyjnej specjalista jest tego świadomy, co więcej ten fakt „wykorzystuje” jako narzędzie wspierania rozwoju osoby, z którą się spotyka.

Budowanie relacji terapeutycznej, czyli świadome w nią wchodzenie, oznacza intelektualną i emocjonalną pracę nad wspieraniem rozwoju dziecka. Terapeuta nie tylko myśli o swoim pacjencie, ale też odczuwa wszystko to, co się dzieje między nimi – radość, satysfakcję, dumę, niepokój, zmartwienie, obawy. Część z tych emocji jest komunikatem płynącym od dziecka, które niekiedy inaczej nie potrafi powiedzieć, co czuje, więc „zaraża” niejako terapeutę tym, czego samo doświadcza. Część jednak jest wachlarzem odczuć specjalisty, który nie jest wszak „zimnym” automatem, zdystansowanym obserwatorem dziejącego się procesu zmiany, a bezpośrednio zaangażowanym jego uczestnikiem. Jedną ze stron, która pozwala drugiej na siebie wpływać i siebie zmieniać, która gotowa jest ponosić konsekwencje bliskiej, prawdziwej relacji.

Zakończenie terapii jest wydarzeniem szczególnym dla wszystkich uczestników procesu – dziecka oraz jego rodziny, a także terapeuty. Powodów zakończenia może być wiele, inicjatorem rozstania może być każda ze stron. Częściej decyzję o zakończeniu spotkań z dzieckiem podejmują dorośli, którzy czują, że coś zostało osiągnięte, coś „przepracowane” i/lub „wypracowane”, że na ten moment dalsza praca nie jest potrzebna lub że czynniki organizacyjne nie pozwalają kontynuować terapeutycznych spotkań. Niezależnie od przyczyny, niezwykle ważne jest aby decyzję tę poznało również samo dziecko i to w czasie odpowiednim na poznawcze i emocjonalne jej opracowanie. Dziecko potrzebuje zrozumieć i poczuć, co oznacza fakt, że nie będzie się już spotykać z ulubionym terapeutą. Zrozumieć oraz poczuć, że cotygodniowe spotkania nie będą za jakiś czas kontynuowane, że nastąpi duża zmiana w rytmie całego tygodnia, duża zmiana w zakresie kontaktów z ulubioną ciocią lub wujkiem. Czas pożegnania ustalany powinien być indywidualnie. Ważne, aby nie był to ostatni tydzień (o zgrozo), ani nawet miesiąc spotkań. Ta informacja pojawić się musi na długo przed spodziewanym rozstaniem tak, aby powoli, krok po kroku dopuszczać do siebie naturalny smutek, żal i niepokój o to, jak to będzie później. I aby wystarczyło czasu na ugruntowanie przekonania, że nawet bez realnego wsparcia bliskiego terapeuty, dziecko i jego rodzina będą „bezpieczni”, że sobie poradzą.

Kończenie terapii jest zwykle bardzo dynamicznym okresem, pełnym silnych emocji. Czas po jest zaś czasem zasłużonego oddechu, odpoczynku, zintegrowania i uwewnętrznienia wszystkiego tego, co zadziało się wcześniej w terapii. To właśnie wtedy, już po rozstaniu się, dochodzi do największych postępów i zmian w rozwoju. To właśnie wtedy wszystko to, co dotychczas zostało zebrane, może zostać wykorzystane w praktyce – poza relacją terapeutyczną, już na własną rękę przez małego lub dużego pacjenta (oraz terapeutę). Sytuacja rozstania, prócz ewidentnie trudnych emocji, które się pojawiają, jest także sytuacją „edukacyjną” – okazją do nauki tego, jak się dobrze żegnać z bliską sobie osobą. I choć potencjalnie trudna, może zakończyć się zdobyciem nowych, wzbogacających kompetencji przez dziecko. Takich, które będą jego wyposażeniem na całe przyszłe relacyjne życie.

Relacje kończą się, czy chcemy tego, czy też nie. Z wielu przeróżnych powodów. Ale każda ważna pozostawia po sobie realny ślad, który odciska się na całym naszym przyszłym życiu. Mali pacjenci bardzo przeżywają rozstania. Czują, że dzieje się coś ważnego, coś, czego już najprawdopodobniej nigdy nie powtórzą, ale i czego nie zapomną. Warto więc zadbać o to, by mogli przeżyć i zrozumieć tak ważne dla siebie zmiany w wystarczającym dla siebie czasie i aby pozostawiany przez nas ślad nie stał się piętnem, a pięknym i żywym doświadczeniem dziecka i jego rodziny.

Tagged , , , ,

About Paulina

Psycholożka, pedagożka specjalna. Zaciekawiona światem pasjonatka poszerzania horyzontów. Uwielbiam bawić się z dziećmi i rozmyślać. W relacji z drugim człowiekiem bliska mi jest idea „refleksyjnego serca”. Gdy nie ma wokół mnie dzieci, spełniam się naukowo realizując zorientowane klinicznie projekty badawcze.
View all posts by Paulina →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *